Jak kamera termowizyjna na dronie wykryła wilgoć wewnątrz łopaty
Wtorek, 14 października, godzina 9:14. Na farmie wiatrowej w okolicach Woli Tereszowskiej wieje umiarkowanie, ale turbina numer 4 stoi nieruchomo od trzech dni. Właściciel wezwał nas, bo standardowa inspekcja wizualna z ziemi nic nie wykazała, a systemy monitoringu ciągle zgłaszały niewyważenie rotora.
Problem, którego nie widać gołym okiem
Właściciel farmy pod Radomiem, pan Marek, zauważył, że jedna z jego 11 turbin zaczęła generować dziwne wibracje przy niskich prędkościach obrotowych. Tradycyjne podejście wymagałoby wysłania techników na linach. Taka zabawa trwa zwykle 7 godzin dla jednej turbiny i kosztuje krocie, bo trzeba opłacić cały zespół i ubezpieczenie wysokościowe. Co gorsza, technik wiszący na łopacie widzi tylko powierzchnię. Jeśli woda dostała się do środka przez mikropęknięcia, nikt tego nie zauważy, dopóki laminat nie zacznie puchnąć.
Zajechaliśmy na miejsce naszym furgonem o 8:45. Rozstawienie sprzętu zajęło nam 14 minut. Zamiast rozkładać drabiny, wyciągnęliśmy drona z zamontowanym czujnikiem termowizyjnym o rozdzielczości 640 na 512 pikseli. To kluczowy moment, bo słońce akurat zaczęło operować na południowej stronie łopat. Wykorzystujemy prostą fizykę: woda nagrzewa się wolniej niż kompozyt szklano-epoksydowy, z którego zbudowana jest łopata. Na ekranie kontrolera szukaliśmy ciemniejszych plam, które oznaczają chłodniejsze miejsca.
Technik na linie widzi tylko powierzchnię. Nasz dron widzi to, co dzieje się 4 centymetry pod warstwą laminatu.
18 minut lotu zamiast całego dnia na linach
Kamil, nasz operator, wzbił drona na wysokość 92 metrów. Przeleciał wzdłuż krawędzi natarcia łopaty numer dwa. Przez pierwsze 8 minut obraz był czysty – jednolity pomarańczowy kolor na termowizji oznaczał suchą strukturę. Dopiero przy samym zakończeniu łopaty, około 3,4 metra od tipa, zobaczyliśmy wyraźny, granatowy kształt o długości 42 centymetrów. To była uwięziona wilgoć. Woda wniknęła przez nieszczelny drenaż i zastała się wewnątrz poszycia.
Wilgoć w łopacie to tykająca bomba. Zimą ta woda zamarza, zwiększa objętość i rozsadza strukturę od środka. Gdybyśmy nie wykryli tego teraz, w styczniu łopata mogłaby po prostu pęknąć w pół podczas silniejszego podmuchu. Koszt nowej łopaty to wydatek rzędu 240 tysięcy złotych, nie licząc kosztów sprowadzenia dźwigu, który pod Radom trzeba zamawiać z dwutygodniowym wyprzedzeniem. My znaleźliśmy to w 18 minut bez dotykania turbiny.

Dlaczego termowizja działa tam, gdzie inne metody zawodzą
Większość serwisów w Polsce wciąż polega na 'opukiwaniu' łopat lub patrzeniu przez lunetę. To metoda dobra dla muzeów, a nie dla nowoczesnych elektrowni. Wilgoć ma inną bezwładność cieplną. W Falconnakis korzystamy z okna pogodowego zaraz po wschodzie słońca lub tuż po zachodzie. Różnica temperatur między suchym kompozytem a uwięzioną wodą wynosiła w tym przypadku 3,2 stopnia Celsjusza. To wystarczy, by nasz sensor wskazał problem z dokładnością do kilku milimetrów.
Swoją drogą, w zeszłym roku na tym samym polu szukaliśmy gniazd ptaków przed planowanym malowaniem łopat, żeby uniknąć kar od inspekcji środowiska. Termowizja przydaje się więc nie tylko do mechaniki. Wracając do turbiny numer 4: po wylądowaniu od razu pokazaliśmy panu Markowi zdjęcia na tablecie. Nie było dyskusji – na obrazie termicznym wilgoć wyglądała jak wielki siniec na zdrowym ciele. Decyzja o naprawie zapadła w 5 minut.
Naprawa i konkretne oszczędności
Dzięki precyzyjnemu wskazaniu miejsca przez drona, nasi technicy wiedzieli dokładnie, gdzie wiercić otwory technologiczne, aby odprowadzić wodę i osuszyć wnętrze. Cała operacja naprawcza trwała 2 dni robocze. Gdybyśmy nie mieli danych z drona, serwisanci musieliby sprawdzać całą długość łopaty, co wydłużyłoby przestój turbiny o co najmniej 4 dodatkowe dni. Przestój tej konkretnej turbiny kosztował właściciela około 430 zł na każdą godzinę braku wiatru.
Podsumowując koszty: inspekcja dronem zamknęła się w kwocie ułamka tego, co kosztowałaby wymiana elementu. Pan Marek zaoszczędził około 14 200 PLN na samym czasie pracy ekipy naprawczej. W Falconnakis nie bawimy się w teoretyzowanie – mamy sprzęt własny, nie pożyczamy go od podwykonawców, więc mogliśmy pojawić się na farmie w ciągu 48 godzin od zgłoszenia. To jest ta realna różnica, którą doceniają lokalni operatorzy z Radomia i okolic.
Zaoszczędziliśmy właścicielowi ponad 14 tysięcy złotych w jeden poranek. Bez lania wody i zbędnych przestojów.

Kiedy warto zamówić taki przegląd?
Nie namawiamy nikogo na inspekcje co tydzień, bo to nie ma sensu. Ale jeśli Twoja turbina ma więcej niż 4 lata, przegląd termowizyjny raz w roku to absolutne minimum. Najlepiej robić to jesienią, przed pierwszymi przymrozkami. Wtedy woda wewnątrz łopat jest jeszcze w stanie ciekłym i łatwo ją wykryć. Nasz zespół obsłużył w ostatnim kwartale 32 turbiny w regionie radomskim i w 7 z nich znaleźliśmy ukryte wady, które nie były widoczne na zwykłych zdjęciach HD.
Konkrety na stole: koszt inspekcji dronem zwraca się zazwyczaj przy pierwszej wykrytej nieszczelności. Jeśli słyszysz dziwne świsty przy obrotach albo widzisz, że turbina 'kuleje' na wietrze, nie czekaj na awarię. My wchodzimy tam, gdzie inni nie mogą, i robimy to szybko. Rezerwacje terminów na przeglądy przedzimowe prowadzimy z wyprzedzeniem 3-tygodniowym, więc warto dać znać wcześniej.


